Bloog Wirtualna Polska
Jest 925 671 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Sesyjnie

sobota, 28 stycznia 2012 14:42

 

 

Do 6 lutego zostało już niewiele czasu, plan bitew rozpisany, dziś na front wychodzą piodermie i gruźlica skóry, o dziwo się jakoś tym egzaminem nie stresuję, może dlatego że 2 tygodnie temu mieliśmy zajęcia z dermy i wszystko mam raczej na świeżo, w ostatni dzień zajęć przed kolosem cała grupa napierdzielała różnego rodzaju wykwity i inne zmiany, ja też miałem wspaniałe plany uczenia się do 1 może nawet 2, a tu nagle o 22.30 zrobiło się ciemno, odcięto prąd, ogólnie było bardzo przyjemnie bo wszystko w mieszkaniu mamy na prąd i nawet herbaty nie dało rady zrobić. Odpaliłem 5 świeczek, kolega stwierdził, że mam ołtarz dermatologiczny :D. Posiedziałem jeszcze trochę i jednak łóżko było zbyt kuszącą propozycją.

 

Mam tutaj małą zagadkę, którą usłyszałem na patomorfolgii :D, mianowicie jak powiększyć wargi robiąc zabieg chirurgiczny na klatce piersiowej ??

Pewien czas temu powiększając piersi chirurg wstrzykiwał silikon bez torebek wprost w tkankę, efekty na krótką metę były bardzo dobre, ale pod wpływem grawitacji z czasem i tak powoli spływało to w dół, no i tu dochodzimy do powiększenia warg, no bo przecież nie precyzowałem o jakie wargi chodzi :P.

 

Kiedyś dawno temu obiecałem, że jak skończę robic model parostatku to wrzucę zdjęcie, Ponizej efekty rocznej walki z kartonem ;)

 

Przez ostatni tydzień towarzyszy mi muzyka Tides From Nebula, nigdy wcześniej nie słuchałem takiego rodzaju muzyki, a szkoda … Grają magicznie, wspaniałe brzmienie, można zamknąć oczy i odpłynąć …

 

Trzymajcie kciuki za sesję ;) Wracam do ropnych chorób skóry :D

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,330796287,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

„Dzik jest dziki dzik jest zły dzik ma bardzo ostre kły ...”

niedziela, 15 stycznia 2012 20:43

 

 

Weekend się kończy niestety, ale nie ma co marudzić tylko zabrać się porządnie do nauki, zaczynamy drugi blok z dermatologi, nie jest to wdzięczna część medycyny, ale jakoś się przez to trzeba przebić bo egzamin w lutym czeka i ostrzy zęby.

 

Po sylwestrze, który bardzo miło spędziłem przebrany za św. Piotra nastały ciężkie czasy, mianowicie interna na Batorego, sporo godzin poświęconych żeby cokolwiek się nauczyć z układu krążenia, a na koniec i tak się pytania powtórzyły na kole więc nie było problemów. Na zajęciach poza serduchem były jeszcze prelekcje z układu pokarmowego, i tu usłyszałem ciekawe przypadki kliniczne, o których chciałbym Wam napisać, mowa o bezoarach czyli zbiorze jakiejś substancji (np. włosów) gromadzonej w żołądku, na izbę przyjęć przyjechała Pani z silnymi bólami brzucha, po badaniach okazało się że praktycznie cały żołądek miała wypełniony owym bezoarem i zrobił się typowy odlew w kształcie żołądka... przyczyny można się było dość łatwo domyślić bo prawie nie miała włosów ... Swoją drogą to straszne są te zaburzenia jedzenia :/. Drugi przypadek to pan który był pszczelarzem i również zrobił mu się bezoar ale zrobiony w wosku, widać pan był smakoszem miodu prosto z ula :D . Jak myślicie co zrobili lekarze? Operowali ? Próbowali wyciągnąć ? Otóż po wykonaniu endoskopii zaczęli rozpuszczać kulkę Coca Colą, i tu mamy kolejny dowód, że jednak coka przeżre wszystko :)

 

Przedwczoraj ze znajomymi odkryliśmy w Zabrzu lodowisko, 8 osób się wybrało po zajęciach, wbijamy a tam na tafli 20x40 m jeździ sobie tylko jedna pani, jeszcze nigdy nie jeździłem na tak pustym lodowisku, polecam każdemu kto to czyta, żeby się tam wybrać ;)

 

A dziś stwierdziłem, że trzeba się przewietrzyć, więc jak zwykle wybrałem się na spacer do pobliskiego lasu/parku. W połowie drogi wyskoczył mi na drogę wielki, czarny ... no dobra tytuł i tak zdradza co wyskoczyło :D, w każdym razie ja stoję, dzik stoi. I tak sobie myślę spierdzielać na drzewo czy nie, ale bestia była kulturalna i sama nawiała jak mnie tylko usłyszała. Dobrze, że nie miała młodych ;)

 

Tym miłym akcentem i zdjęciem ze spaceru zakończę ten arcyciekawy wpis ;P

 

 

 

 

 

Winter is Coming”

George R. R. Martin


Trackback: http://bloog.pl/id,330758549,trackback

komentarze (12) | dodaj komentarz

Przerwa

poniedziałek, 19 grudnia 2011 0:12

 

Od wczoraj mamy wolne :D, większość studentów jeszcze będzie miała 3 dni zajęć a medycyna się opierdziela :P. Bardzo fajna perspektywa.

 

W ostatnim poście trochę wiało nudą, nauka, nauka i nic poza tym. Na szczęście monotonię można trochę przełamać, wybraliśmy się w kilka osób w Beskidy, pogoda pod koniec listopada co najmniej dziwna, zero śniegu, błękitne niebo, wspaniałe widoki i zdobyte Pilsko :D.

Do tego kolega wyciągnął mnie na ściankę wspinaczkową, dziś byłem drugi raz, i szczerze to mam teraz problemy, żeby uderzać w klawisze ;), człowiek czuję taką niemoc po paru godzinach targania w górę ... zdecydowanie bardzo fajnie.

 

W tym tygodniu miałem kardiologię, zajęcia dość nudne, mało się widziało, mało nauczyło, (czytaj prowadzący zajęcia miał dużo innych ważniejszych zajęć – niestety tak bywa :/ ).

 

Dwa tygodnie temu była psychiatria, te zacne zajęcia odbywają się w Tarnowskich Górach (ponad 15 km od centrum Zabrza – uroki studiowania na tym wydziale :D), może nie widzieliśmy wielu chorych, ale niektórzy pacjenci byli naprawdę ciekawi, przynajmniej na własne oczy widziałem co się może dziać z człowiekiem jak pije za dużo i za długo... omamy, słyszenie głosów, poczucie śledzenia normalnie masakra. Ciekawe czy wiecie, że przyjmowanie miękkich narkotyków (trawka, hasz czy amfetamina) może powodować ujawnienie schizofrenii ?? A ta choroba do przyjemnych naprawdę nie należy. I pomyśleć, że praktycznie wszystkie te choroby to zaburzenia budowy mózgu, jakieś wady w przekazywaniu impulsów, braku neurotranmiterów itp.

 

A pro po psychiatrii to ostatnio oglądałem film „Adam” główny bohater cierpi na zaburzenie rozwoju psychicznego nazywane zespołem. Aspergera, bardzo miło się oglądało i każdemu polecam, sam ostatnio sobie robiłem test na możliwość cierpienia na tą przypadłość :D, i o dziwo wyszło mi 27 punktów, norma to 17, a próg ponad którym jest duże ryzyko choroby to 32 :) Śmieszne, ale do głównego bohatera filmu to jednak sporo mi brakuje. :P

 

No nic to tyle na dzisiaj... jutro będą zakwasy :)

 

PS. Poniżej zdjęcia z gór ;)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

"Reklama to prawnie dozwolone kłamstwo."

Herbert George Wells

 


Trackback: http://bloog.pl/id,330675804,trackback

komentarze (16) | dodaj komentarz

Neonatologicznie

piątek, 18 listopada 2011 22:35

 

Właśnie skończyłem tydzień zajęć na neonatologii i intensywnej terapii dziecięcej, było wesoło, było trochę smutniej, ogólnie fajny blok :D. W pierwszym i drugim dniu widzieliśmy dzieciaki które niestety nigdy nie wstaną z łóżka, z nikim nie będą rozmawiać, doktorzy mówili nam o tym, że to bardzo duży problem intensywnej terapii, kiedy przyjeżdża dziecko po wypadku to może się zdarzyć, że nie ma dla niego miejsca na oddziale, takich pacjentów którzy są na stałe przykuci do aparatury podtrzymującej może być nawet 1/3 liczby pacjentów polskich oddziałów. Masakra

 

Ale poza tym było też bardzo fajnie, badanie noworodków, różne odruchy, ciemiączka i te sprawy :D. Koleżanka dostała niemowlaka z bonusem, ale po przewinięciu było już ok :P, po badaniu każdy karmił jakiegoś berbecia :D,

 

A poza tym to jak zwykle farma (to się robi już nudnawe :D), psychotropy zaliczone, za tydzień leki na cukrzycę. Do tego jeszcze zajęcia na radiologii. Najlepsze jest to, że nie mam żadnych książek, najwyżej zostanie biblioteka :/.

 

A teraz zostaje mi odpoczynek w cichym domu, las spokój i za dwa dni jedziemy dalej ;)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,330594404,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zmęczenie ... ale tylko trochę :P

czwartek, 20 października 2011 21:36

 

Ufff ... ten październik to istna trauma, tak naprawdę to się żyje od czwartku do czwartku (czytajcie od farmy do farmy :P), dziś się czuję tak jakby mnie ktoś wyłomotał jakimś kijem po głowie, na szczęście zaliczenie jest pchniętę, za tydzień psychotropy :D. Jutro mamy ostatni dzień na oddziale dermatologii, wśród studentów (a przynajmniej paru mojich znajomych) panuje jakieś dziwne przekonanie , że dermatolog to jakiś taki gorszy lekarz, ale osobiście uważam, że to dość odpowiedzialna praca, w końcu jak człowiek wygląda nie najlepiej, to ludzie mogą go traktować jak trędowatego choćby miał bardzo fajny charakter. I tak będą go unikać :/.. Ogólnie nasłuchaliśmy się strasznie dużo o łuszczycy, ropowicach i innych chorobach, trochę owrzodzeń, krostek, guzków i grudek.



W tamtyk tygodniu mieliśmy kardiologię, i w sumie najwięcej było o EKG, trochę o chorobach serducha i jeszcze parę innych rzeczy, o dziwo lekarz, który miał naszą sekcję chciał nas czegoś pożytecznego nauczyć, a to na tej uczelni się dość rzadko zdarza... bardzo pozytywne ...



W niedzielę tydzień temu byłem w takim parku/lesie niedaleko mojego mieszkania, bardzo lubię tam biegać, ale że jestem zakatarzony to został spacer i aparat. Pod spodem kilka zdjęć :P

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

„... Miłość jest sztuką, tak samo jak sztuką jest życie; jeżlei chcemy nauczyć się kochać, musimy postępować w sposób identyczny jak wówczas, gdy chcemy nauczyć się jakiejkolwiek innej sztuki, powiedzmy muzyki, malarstwa, stolarstwa, sztuki medycznej, czy inżynieryjnej."

 

Erich Fromm


 

Trackback: http://bloog.pl/id,330489396,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Jesień w środku i na zewnątrz

sobota, 08 października 2011 23:11

 

Nadszedł w końcu październik, trzeba się przestawić na wyższe obroty, zaczynam czwarty rok który można nazwać rokiem farmy. Mamy od groma zajęć, więc będzie trzeba się sprężyć z nauką, koniec wakacji, leniuchowania... W pierwszym tygodniu miałem zajęcia na pulmonologii, fajne lekkie zajęcia, mnóstwo gadki o gruźlicy, pewnie większość ludzi nie wie ale mamy co roku 6000 nowych gruźlików w Polsce, i to nie są tylko ludzie biedni czy zaniedbani.

Od nowego semestru mamy farmę z Profesorem N. i z tego co słyszałem to bardzo dobrze trafiliśmy :). A jutro wybieram się na wybory, ciekawe jak się to rozegra w tym roku, do Zabrza, i dalej orka.

 

Udało mi się znaleźć nową sekcję karate w centrum, reaktywowali kykokushinkai w Zabrzu, a to był mój macierzysty styl, że tak powiem i bardzo się ucieszyłem z tego powodu. Treningi mają fajne, więc tylko czekam do wtorku.

 

Pewnie po przeczytaniu tytułu ktoś się zastawia czy coś się stało, a stało się sporo bo na chwilę obecną jestem dość przybitym singlem, trochę jest ciężko człowiekowi gdy traci dziewczynę, z którą był prawie 3 lata :/. Trzeba iść do przodu …

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,330441416,trackback

komentarze (7) | dodaj komentarz

...

czwartek, 15 września 2011 0:33

 

 

Witam po przerwie w nadawaniu, w dzisiejszej audycji dowiecie się co ciekawego działo się przez wakacje u pewnego studenta.

 

Otóż odwiedziłem kilka miejsc, między innymi razem z mą Lubą pojechaliśmy na 3 dni w góry, akurat rozpoczynał się czas tych letnich upałów, i na szlaku można było wykręcać ubranie z potu:). Trasę zaczynamy od Suchej Beskidzkiej, i po drobnych kłopotach jesteśmy na czerwonym szlaku, trochę się wspinaliśmy, przeszliśmy urokliwą wieś i skręciliśmy na żółty szlak w kierunku schroniska o nazwie Opaczne, po dotarciu ok 18 rozpakowaliśmy się, zjedliśmy kolację, trzeba było rozbić namiot, trafiło się nam takie fajne miejsce z którego była super panorama, na dole jest zdjęcie ( z jarzębiną i różową łuną  w tle), swoją drogą to jeszcze 10 lat temu jarzębina miała owoce dopiero we wrześniu a nie w sierpniu... dziwne. Wracając do wyprawy, mogę polecić to schronisko w którym byliśmy, miły właściciel można zjeść jak się ma ochotę. Następnego dnia dalej żółty a potem zielony szlak, doszliśmy do przełęczy Klekociny, gdzie było kolejne schronisko, Zygmuntówka, kilka dni wcześniej dzwoniliśmy czy nie da się u nich rozbić namiotu, nie dało się, a z tego co widziałem to miejsce by się znalazło... chcieliśmy kupić wodę, ale nie było nawet tego :/ … co za schronisko, na szczęście był niedaleko strumyk z górską, zimną wodą :). Zielonym szlakiem szliśmy dalej, weszliśmy do Babiogórskiego P.N. I zaczęliśmy podejście pod Małą Babią Górę, tak naprawdę to ona nie jest taka mała :D. Nie daliśmy niestety rady wdrapać się na Babią Górę, ale przynajmniej mamy plany na następny rok. Pod szczytem jest schronisko Markowe Szczawiny, ale bardziej to przypomina hotel, na trzeci dzień zaplanowaliśmy schodzenie i powrót do domu, najpierw czarnym a potem niebieskim szlakiem. MountainTripa zakończyliśmy w Zawoji gdzie jest zacny przystanek pks. Wstawiam dziś kilka zdjęć drugą partię wstawię przy innej okazji.

 

Pod koniec sierpnia z rodziną pojechaliśmy na mecz reprezentacji w Memoriale Huberta Wagnera, Rosjanie grali z Czechami (i ich sprali :D) a my z Włochami (oni sprali wszystkich), atmosfera bardzo fajna, pierwszy raz byłem na takiej imprezie, i na pewno się jeszcze kiedyś wybiorę, oby następnym razem chłopaki dali radę …

 

No i nareszcie dokończyłem model parostatku, robiłem go prawie rok (głównie przez to że miałem sporo przestoi :D). Ale w końcu stoi dumnie na szafce. Jak go obfotografuję to wstawię zdjęcie.

 

No i na koniec wstawiam piosenkę z soundtracku filmu który ostatnio oglądałem i mi się bardzo podobał, jak ktoś to naprawdę warto ;) ... „Into the wild”

 

A teraz zostaje mi tylko jedno :D Campus akademicki w Bułgarii :D do usłyszenia w październiku ;)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,330356255,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wakacyjnie, pracowicie :D

środa, 20 lipca 2011 21:59

 

Pierwszy post w wakacyjnej odsłonie, na szczęście wakacje mam zupełnie wolne od przymuszonej nauki. Sesja przeszła całkiem gładko i została zakończona imprezą :D, dobrze się spotkać w gronie znajomych których się prawie rok nie widziało...

 

Od lipca mam praktyki wakacyjne, w tym roku mamy internę. Ja akurat mam pół na pół interna/kardiologia. W sumie to nawet i lepiej. Codziennie pobudka o 6 rano, to chyba jest najgorsze, pospało by się chociaż do 8 :D W porównaniu do pierwszego, drugiego roku to naprawdę można coś się tu nauczyć, trochę usg, trochę ekg, jakieś cewnikowanie, sporo osłuchiwania trzeszczeń, rzężeń …

 

Miałem okazję brać udział w reanimacji pewnego pacjenta, jednak masaż żywego człowieka to nie to samo co fantom...Udało nam się go na pewien czas ustabilizować, rodzina mogła się z nim pożegnać, ale niestety nie miał szans na przeżycie.

 

A tak przy okazji to czytam teraz sagę Pieśni lodu i ognia (w tym „Grę o tron”) i polecam każdemu lubiącemu klimaty fantasy. Lekko napisana, z poczuciem humoru, dobra na wakacyjną lekturę.

 

 

 




Sum 41 - Slipping away






 

 

 

Normalność nie jest kwestią statystyki”

 

George Orwell

Rok 1984”

Trackback: http://bloog.pl/id,330020485,trackback

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wakacje... prawie :)

środa, 29 czerwca 2011 12:09

 

 

Sesja mnie rozwalcowała, wykręciła, wyzuła i niestety jeszcze dalej się nademną pastwi. Mieliśmy 6 egzaminów, został mi jeszcze jeden – angielski, piszemy go jutro a ja teraz powinienem się go uczyć, ale po tym wszystkim już naprawdę nie mam siły. Trudno jest usiedzieć kiedy jest tyle innych rzeczy do roboty, kiedy moje cztery litery są obolałem od siedzenia. Na szczęście dwa najgorsze egzaminy poszły dość gładko, mikrobiologia i patofizjologia to przeszłość :D. Inne mniej ważne też do przodu.

 

Na szczeście sesja nie była aż tak nudna, praktycznie co tydzień z kumplami gramy w różne planszówki, to ciekawe, że większość osób na początku myśli dość sterotypowo, planszówki dla dzieci a to nie prawda, można bite godziny siedzieć ze znajomymi, obmyślać co się zrobi, i świetnie się przy tym bawić, Obecnie na stole najczęściej lądują Cyklady. Gra osadzona w klamatach starożytniej Grecji, ociekająca mitologicznym klimatem. Walczymy o dominację na morzu Egejskim, budujemy, walczymy, licytujemy. Od czasu do czasu uwalniamy Krakena :D, albo jakiegoś innego mitologicznego stwora. Gra jest po prostu bdb.

 

A od lipca zaczynają się praktyki wakacyjne, w tym roku na internie. Na pewno będą ciekawsze od tych z przychodni :D. Czas pokaże.

 

No nic trzymajcie kciuki za ten głupi english, wracam do naki niestety. Może jakoś uda się pchnąć ten ostatni egzamin.

 

PS. Pod spodem 2 zdjęcia z naszej rozgrywki, może kogoś to zaciekawi :P ...oby mi koledzy nie urwali głowy za ubublicznienie ich rąk :D

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

"Uśmiech wędruje daleko."

 

James Joyce

 

 


Trackback: http://bloog.pl/id,329886062,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Majowo

sobota, 14 maja 2011 12:04

 

Uff i na szczęście się kończy ten zakręcony tydzień ... Podwójny blok z patofizjo i chirurgii. Dużo słuchania o różnych chorobach, zabiegach itp. Byliśmy na bloku kilka razy. Wycinano tarczyce, woreczek żółciowy, łatano przepuklinę, ogólnie bardzo ciekawe rzeczy. Na salę wchodzimy w wielkich gumowych trzewikach o rozmiarze około 48 :D, spodnie i koszula wyglądają przezabawnie, no i czepek na głowę maseczka na twarz i można ruszać :D.

 

Z moją K. byliśmy ostatnio we Wrocławiu, cel – Opera Wrocławska – Carmen, osobiście nie za bardzo lubię musicale, ale ta sztuka była całkiem fajna, ludzie to jednak potrafią wyczyniać cuda z tym głosem.

 

A na majówkę wybrałem się z kolegą w Beskidy. Wrzucę trochę zdjęć i opiszę co tam się działo :D.

 

 

Początek:

Godzina 6.30 czas wstawać, dopakować się do końca, śniadanie i wychodzimy z współlokatorką na chirurgię, zamykają się drzwi mieszkania, kluczyk do spodni i jazda na zajęcia (ma samochód więc bdb :D), zachaczam o akademik kolegi zostawiam u niego plecak. Zajęcia szybko mijają na szczęście, słońce tylko kilka chmurek na niebie więc wymarzona pogoda na wypad. Do tego jeszcze koleżanka nas może podrzucić do Katowic. Przebieram się z ciuchów na mniej zadbane stare dżinsy no i jeszcze trzeba wyjąć portfel ze spodni, bym pojechał bez kasy :D. Koleżanka wraca do domu na majówkę więc ciuchy mi przywiezie potem.

 

Przed dworcem wcinamy po kebabie, bilety, i już jesteśmy w pociągu pędzącym (może to złe określenie dla pkp :D) do Węgierskiej Górki. Jak dojechaliśmy do Żywca to zaczęło padać, a u celu wędrówki co prawda już nie padało ale grzmiało, błyskało i ogólnie cud, miód :). Ale, że z kolegą A. jesteśmy hardcory to idziemy w stronę czerwonego szlaku. Po drodze do schroniska 2 razy zabłądziliśmy co zaowocowało spotkaniem z lokalnymi żulami, zwiedzaniem bunkru i postojem na gorący kubek. Szliśmy na halę Lipowską z tabliczek wynikało, że mieliśmy jakieś 4,5 godziny marszu, Była godzina 15.40 więc musielismy się sprężać. Po półgodzinnym drałowaniu doszliśmy do takiej fajnej alejki z krzewami tarniny które ślicznie pachniały :D, mały postój celem ubrania czegoś cieplejszego. Nie wiem czy kojarzycie Władcę Pierścieni, kiedy Frodo idzie w stronę Mordoru, widzi przed sobą same ciemne, czarne niebo a odwracając się błękit krainy z których wędruje. Tak to właśnie wyglądało, właziliśmy w taką wielką deszczową chmurę. Kolega jak pisałem hardcore nie posiadał kurtki przeciwdeszczowej, a jak się domyślacie zaczęło całkiem przyjemnie padać :D. Potem na szczęście się przepogodziło, mieliśmy trochę mało czasu na dojście do schroniska, pod koniec to normalnie jak dwie rakietki zapierdzielaliśmy. Po drodze spotkaliśmy prześlicznej urody salamandrę, był super zachód słońca, i w końcu doszliśmy do schroniska. Przemoczeni, spoceni, wyczerpani ale zadowoleni :D.

 

Następnego dnia niebo prawie bez chmur, słońce świeciło wietrzyk wiał, zjedliśmy śniadanie i w drogę najpierw żółty potem czarny szlak, ustaliliśmy że wracamy do Węgierskiej Górki i robimi takie wielkie kółko. Jak szliśmy to w niektórych miejscach jeszcze śnieg leżał :D masakra. W końcu doszliśmy do schroniska na Hali Boraczej, postanowiliśmy nie robić popasu tam, no więc idziemy dalej, pogoda się zaczyna lekko psuć, a po 15 minutach coś zaczyna pokrapywać, ja się rozpadało to godzinę nas moczyło, śmiesznie wyglądają ludzie jak idą po szlaku w taki deszcz, wymijaliśmy taką grupkę i od razu wymiana zdań na temat pięknej pogody :D, inni się pod drzewami chowają, ogólnie śmiesznie. Wyszliśmy w końcu z pola rażenia ulewy, robimy przystanek na zjedzenie zupki, woda się gotuje a tam z południa leci burza, zaczyna grzmieć, i tak było prawie do końca wędrówki.

 

Zupkę jedliśmy w tempie ekspresowym, a potem jak szliśmy to burza działała jak bat :P. Ogólnie dzięki temu przeszliśmy trasę w prawie godzinę krócej, zdążyliśmy na wcześniejszy pociąg, i około 17 byliśmy już w Zabrzu. Ucieszony, że w końcu będę mógł sobie odpocząć po ciężkim dniu zacząłem wychodzić z peronu... niektórzy z czytelników pewnie zauważyli, że wsadziłem po wyjściu klucze do kieszeni spodni, a potem te spodnie zostawiłem w aucie koleżanki :D. Zapewne się domyślacie co było dalej :P . Czekała mnie jeszcze jedna wycieczka pociągiem :/ ... Przed 21 byłem już na szczęście w rodzinnym domu, i przez 2 dni załapałem się na obiady :D. Więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

 

;)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

"...Że upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być

codziennym zdumieniem... "

 

Myslovitz - Mieć czy być

 

Trackback: http://bloog.pl/id,329584485,trackback

komentarze (8) | dodaj komentarz

Różności

wtorek, 12 kwietnia 2011 19:02

 

 

Siedzę, słucham muzyki z klimatem podchodzącym pod Wiedźmina... odpoczywam. I kończy się następny tydzień. Zasadniczo do przodu, farmakologia w poniedziałek to była masakra, ja osobiście nie dałbym sobie zaliczenia :), ale pani doktor się ulitowała nad całą grupą. Najbardziej mnie wkurza to, że się całkiem dobrze przygotowałem, i jak to czasem bywa odpowiedź = pustka w głowie. Po ów zaliczeniu jeszcze mieliśmy 1,5 h angielskiego (kocham wracać do domu na 18 ... ), i co trzeba robić po przyjściu? Mikrobiologia , seminarium zbiorcze... :P może i tak mi mówił mój zdrowy rozsądek ale Pan żołądek zdecydowanie się zbuntował :D Skończyło się na gotowaniu ryżu z curry, piersiami z kurczaka (gyros+chilli) no i warzywka. Ogólnie to znajomi się ze mnie śmieją jak wspominam o jedzeniu, a kwestia typu „Co dzisiaj jecie na obiad” występuje prawie codziennie :D. Na szczęscie te krętki i paciorkowce są do przodu więc Pan żołądek nie czuje się winny :D.

 

Nie pisałem przez równy miesiąc, co się działo ciekawego?

 

Spotkanie grupowe, zebrało się 10 osób w strasznie niecnym celu. Mieliśmy grać w gry planszowe :P. Na stole Osadnicy z Catanu, na łóżku scrabble i abalone, a na dywanie Prawo dżungli. Mnóstwo funu, klika zadrapań zdecydowanie do powtórzenia.

 

Z moją dziewczyną wybraliśmy się do gliwickiej palmiarni. Pierwszy raz widziałem banany i mandarynki rosnące na drzewie :D. I ogólnie 20 m palmy to się raczej u nas nie spotka. A potem wybraliśmy się na zakup butów do biegania (oczywiście kupiłem sobie za małe.... tata ma o numer mniejszą nogę na szczęście :P). Sezon joggingowy otwarty :D, tydzień po otwarciu katar :/ .

 

A w ogóle mamy teraz blok z diagnostyki lek. przyszła do nas Pani doktor, która podobno jest postrachem katedry po prawie rocznej przerwie (sama nam współczuła, że akurat na nią trafiliśmy:D) co było dość ciekawe, koniec końców wszyscy dotrwali do końca zajęć nie było za bardzo pytania, no może poza wymiatającym „Nie śpimy Panie Piotrze”, naprawdę chciałem uważać, ale po farmie i 5 h snu było ciężko, choć i tak zapamiętałem sporo z tego co było poruszane, i szczerze mówiąc to szkoda, że nie ma więcej osób takich jak ta Pani, widać, że ma dobre nastawienie do studentów i mówi z pasją a to akurat jest super.

 

Dobra ładujemy bateryjki, jeszcze trochę i wolne :D

 

 

 

 

 

 

 

 

"Największą przyjemnością w posiadaniu psa jest to, że możesz się przed nim wygłupić,

a on nie tylko, że się nie będzie śmiał, ale też zrobi z siebie głupka"

Samuel Butler

 


Trackback: http://bloog.pl/id,329230114,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Nic ciekawego

sobota, 12 marca 2011 12:36

 

 

Siedzę w domu, trochę relaksu się zawsze przyda ;). Właśnie skończył się jeden z gorszych tygodni na tych studiach, i raczej wychodzę z niego na tarczy :D, ale zobaczymy jeszcze nie mam wyników ze wszystkiego. W jednym tygodniu farmakologia, mikroby, patomorfologia z 2 zaliczeniami i jeszcze poprawa kolsa z patofizjo :D. Dobrze, że mnie nie widzieliście w piątek po południu...

 

A teraz trzeba zebrać siły na następne wyzwania. Muschler, Jabłoński i Jawetz tak ładnie stoją na półce... po obiedzie się za to biorę. Ale najpierw dobre spaghetti potem wyskoczę do lasu z psem, w końcu się robi trochę wiosennie, już mnie powoli męczyło to zimno :).  Wczoraj sobie uświadomiłem jak bardzo może byś student odcięty od informacji ze świata, przyjechałem do domu a tu się dowiaduję, że było w Japonii najsilniejsze zanotowane trzęsienie ziemi... Normalnie masakra

 

Obecnie sobie podczytuję trylogię Lodluma o Jasonie Bournie, całkiem fajna książka na oderwanie od monotonii dnia codziennego, w każdym razie polecam.

 

 

 

Sum 41 - Slipping away




 

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,328900416,trackback

komentarze (7) | dodaj komentarz

Trochę tego za dużo :(

środa, 02 marca 2011 21:32

 

I zaczyna się nowy semestr, pierwszy marca, na dworze mroźno, ładna pogoda. Wyszłoby się z domu coś porobiło a tu trzeba siedzieć. Te pół roku, które minęło to było bimbanie. Dostaliśmy całą grupą po dupsku tak naprawdę teraz. Weszła farma, mikroby, mamy zajęć od groma i nawet nie wiadomo kiedy by się położyć spać na więcej niż 6 h :(. Teraz piszę te krótką notkę odrywając się od lektury szczeklika na przemian z farmakologią związaną z układem przywspółczulnym. Ale tak niestety trzeba :P. To już jest wiedza która jest potrzebna lekarzowi, a nie jakieś cykle krebsa i inne pierdoły. Więc student siedzi po nocach i kuje dla dobra przyszłych pacjentów.

 

Ogólnie teraz mamy zajęcia na internie w Kato. Bardzo fajnego asystenta dostaliśmy. Wymaga ale też uczy co jest raczej rzadkie na tej uczelni. Właśnie dzięki temu Panu teraz wracam do lektury... :P

 

A przy okazji znalazłem fajną gierkę planszową z robakami (wersja komputerowa), jak ktoś ma ochotę to polecam:  Hive

 

 

 

Zabrze zimą...

 

 

 

 

 

 

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,328833691,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Dla potomnych

piątek, 25 lutego 2011 14:40

 

 

Ten post chciałbym zadedykować wszystkim osobą zainteresowanym studiami w Zabrzu i przyszłym studentom naszego wydziału. Dostaję sporo e-maili od osób zainteresowanych tym jak wyglądają studia, jak się dostać i wiele innych podobnych pytań. Po pewnym czasie odpisywanie mniej więcej tego samego jest już trochę monotonne i męczące.

Postaram się tu napisać mniej więcej na każdy problem jaki miały osoby piszące do mnie i jak ogólnie wygląda studiowane na pierwszym roku.

Mam nadzieję, pomoże to w odpowiedzi na wiele problemów, jeśli pomimo lektury ktoś będzie miał jakieś pytania na temat studiów to śmiało można pisać.

 



Dla kandydatów

Może zacznę od słów, które kiedyś napisałem w mailu: „Nie trzeba być orłem czy
niewiadomo kim żeby studiować medycynę, trzeba być strasznie
systematycznym.” To samo tyczy się matury, trzeba tylko systematycznie pracować a na pewno osoba mająca jasne cele osiągnie je.

Kiedyś usłyszałem/przeczytałem już za bardzo nie pamiętam że na medycynę powinna iść osoba nie widząca się w innym kierunku studiów. To jest jednak sporo wyrzeczeń, dość dużo czasu i pracy musi upłynąć żeby człowiek się usamodzielnił finansowo (raczej ciężko pracować)

Nauka do matury

1. Dużo i sumiennie się uczyć (ale nie za dużo :P )

2. Z książek polecałbym Ci z chemii repetytorium Klimaszewskiej, fajna książka a poza tym ja zrobiłem 3/4 pazdra ( chyba wszystkie zadania stechiometryczne i tym podobne z przodu książki, potem się juz to robi jak automat, ale trzeba przyznać że było to nużące :D :P. No i arkusze arkusze i arkusze. Jak dobrze rozpracujesz arkusze to nie ma bata żebyś nie zdała na 80-90%. Praktycznie co roku się te zadania powtarzają. Dużo materiału z chemii która jest na lekcjach na maturze po prost nie ma. Więc jak je przerobisz to będziesz miała obeznanie na czym się skupić, Z bio to trzeba po prostu chyba wszystko wyryć, i wyuczyć się odpowiadać pod klucz ...czyli taka samo robić arkusze i porównywać i tak w kółko. Ja się uczyłem z Operonu i mogę polecić ten podręcznik. Jest trochę z tym roboty. Ale zasadniczo chemię nauczyłem się tak na serio w 3 klasie, z bio trzeba się uczyć regularnie i tyle. Z chemii można pójść na korki w 3 klasie, jeśli jest ochota i fundusze, mobilizują człowieka i utrwalają świetnie wiedzę.

3. A pro po tych, którzy chcą iść na medycynę z wymaganą fizyką. Jeśli czujecie się dość słabo z tego przedmiotu to naprawdę lepiej trochę pochodzić na korki i to nawet od 2 klasy (kilka lekcji co pewien czas może rozjaśnić w głowie (mnie nie chcieli przyjąć w 3 klasie – za późno niby ...).



Dla studentów I roku

Może zacznę od tego, że jestem zadowolony ze studiowania w tym może niezbyt urokliwym miejscu. Ludzie na uczelni są bardzo w porządku, jest dobry przepływ informacji między studentami. I jeśli chodzi o atmosferę to jest bardzo dobra. Uczelnia jest już dość stara, ale takie kłopoty ma większość naszych uczelni w kraju niestety. Znajdzie się kino, teatr, filharmonia. W centrum koło akademików jest restauracja Point, gdzie przeważnie organizowane są imprezy. Nie będę porównywał Zabrza z innymi miastami, obiektywnie znam tylko to jedno miejsce, słyszałem wiele opinii na temat tego czy tamtego AM-u ale nie należy do końca wierzyć w plotki (choć w każdej może być coś z prawdy :D ).  Na pewno inne miasta są dużo ładniejsze i milsze dla oka, ale mi Śląsk odpowiada.

90 % zajęć na pierwszym roku odbywa się w kampusie akademickim na Rokitnicy, leży on pomiędzy dwoma dużymi osiedlami Rokitnicą a Helenką. Jest tu dużo lasów, można zawsze pójść pobiegać jak najdzie ochota, wieczorami często się dziki tam kręcą :D Ja w swojej karierze widziałęm je 2 razy, ryły sobie w najlepsze na środku kampusu :P. Za dużo atrakcji niestety tu nie znajdziemy. Nie ma klubów itp. Jest parę barów (zamieszkałych przez miejscowych :D ), Cerrfur, Biedronka. Ot 2 zwyczajne osiedla. Tu można szukać mieszkania myślę,  że jak ktoś dobrze poszuka to 300-400 zł + media i można znaleźć lokum. Najlepiej już się rozglądać od razu przy składaniu papierów bo ludzie szybko lepsze mieszkania wyłapują ... Jeśli ktoś woli bardziej towarzyskie życie to można dostać bez problemu pokój w akademiku (1-osobowy ok. 600 zł) zgroza :P. Pierwszoroczni mają pierwszeństwo w zajmowaniu pokoji. Akademik znajduje się na terenie kampusu, więc na zajęcia idzie się dosłownie 5 minut, niektórzy już w fartuchach wychodzą na zajęcia :). Ja osobiście wolałem mieszkanie, tam przynajminej mam pewność, że nikt mi nie będzie przeszkadzał. 

Swego czasu była kiedyś na Helence stołówka. Teraz już nie wiem. Jest pizzeria na  Hel. I dobry kebab na Rokitnicy. Ale głównie się samemu gotuje :).

Sport = sport na uczelni istnieje choć się trochę kamufluje. Na pierwszym roku ma się do zaliczenie wf. Do wyboru student dostaje siłownie (niewątpliwy plus tego że jest w akademiku i nie trzeba jeździć do centrum ok. 25 minut jazdy), poza tym w centrum – koszykówka, siatkówka, karate shotokan prowadzone przez profesora histologii no i basen. Ja do tego jeszcze dorzucę info o karate oyama w Rokitnicy i kyokushinkai na Helence.

 A propo transportu na pierwszych 2 latach nie potrzeba prawie w ogóle się ruszać. Większość jest na miejscu, jedynie na wf, historie medycyny trzeba dojechac do centrum. Autobusy jeżdżą  co 20 minut. Z rokity można bez problemów dojechać do Bytomia, Gliwic, Tarnowskich Gór, i do centrum Zabrza. Auto jest raczej nie potrzebne. Co potem się zmienia niestety :/.

Biblioteka, ta instytucja mieści się koło dziekanatu. Dobrze się koło niej zakręcić i wypożyczyć tyle ile się da. Do tego potrzebna jest legitymacja studencka, którą odbiera się w sekretariacie. Za moich czasów po inauguracji (przemawia dziekan i inne osoby) ludzie lecą/pędzą/gnają pod sekretariat i walczą o pierwszeństwo w kolejce. Potem się pędzi do biblioteki i odbiera książki, panie bibliotekarki dają całe zestawy dla I roku. Może coś się pozmieniało warto popytać drugoroczniaków. Po pewnym czasie jest szkolenie biblioteczne, tam się dowiecie jak korzystać z biblio. Tu jest link do biblioteki online można zamawiać różne książki z domowego zacisza i odebrać w przeciągu tygodnia.

Studiowanie medycyny  na pierwszych latach jest podobne do nauki w LO dużo
materiału z którego będziesz odpytana, tylko że tutaj nie uczą  :D. Na studiach jest sporo nauki, czasami człowiek siedzi w książkach i nie ma czasu na nic innego, ale zdarzają się też luźniejsze tygodnie wszystko da się przeżyć. Z mojego własnego doświadczenia wiem, że na medycynę trudniej się dostać niż potem utrzymać. Na roku bardzo mało osób odpada po egzaminach, przeważnie to totalne lenie które olewają system. Jak się uczy to nie ma problemów. Asystenci są albo przyjaźni studentowi, albo po prostu go oleją nie ma jakiś złośliwości, strasznych fanatyków (jest paru bardzo wymagających, ale ludzie jakoś u nich też zdają... ). Studenci często się sami nakręcają na temat straszności i trudności zaliczenia u danego asystenta niestety :).

Co do pierwszego roku:

Semestr I

anatomia, biologia, chemia, łacina, historia medycyny, wf

Semestr II

anatomia, biofizyka, histologia, chemia, łacina, wf


Na początku nauki jest mały szok, trochę załamanie. Ale to mija i to dość szybko. Człowiek uczy się jak się uczyć. Wszystko szybciej wchodzi do głowy.

Z anatomii na pierwsze zajęcia trzeba przejrzeć zagadnienia obojczyku i łopatce i osie i płaszczyzny ciała. Potem jedzie się z rozpiski. Dobrze jest uważać w czasie omawiania przez asystenta preparatów. Notować itp. Potem łatwiej się nauczyć na szpilki (15 szczegółów zaznaczonych na preparatach, trzeba napisać po łacinie co to jest), do teorii przeważnie się uczy pod asystenta zależy ile wymaga.
Książki: Skawina, Pituchowa, Bochenek, atlasy Sobbota, Sienelnokov, można ściągnąć z internetu jakiś atlas fotograficzny. Trzeba się uczyć na bieżąco bo teraz anatomia trwa tylko 1 rok.

Biologia to taki dziwny przedmiot, trzeba się co nieco uczyć ale to zależy od tego z kim się ma. Na pierwszych zajęciach są podstawy mikroskopowania, potem wyznaczane są tematy zajęć (rozpiska). Uczy się z kserówek-biologia ewentualnie można wyporzyczyć Podstawy genetyki dla studentów i lekarzy Drewy i do pasożytów Kadłubowskiego -Zarys parazytologii lekarskiej. Trzeba mieć kredki i zeszyt.

Na chemii na początku są zajęcia teoretyczne, trochę liczenia trochę powtórki z liceum. Nic strasznego. Potem są zajęcia trochę bardziej na kucie. Jak się zaliczy 2 kolosy to zaczynają się zajęcia w laboratorium. Mieszanie różnych związków itp. Przed każdymi zajęciami są wejściówki.  Potrzebny jest skrypt uczelniany do chemii. Lepiej żeby nie był kserowany.

Latina Lingua czyli nasza kochana łacina :D. Trzeba to po prostu wyryć jest książka i ćwiczenia. Nie można kserować bo siedzi się przed autorem książki :P. Można kupić używany podręcznik. Zapewne będzie się grupowo kupować. Można uczyć się od początku i liczyć na zwolnienie (od 4,5). Grunt to żeby umieć słówka.

Historia medycyny – zasadniczo to dużo zależy czy Pani prowadząca zajęcia Cię polubi, jeśli tak to bdb, trzeba coś mniej więcej przeczytać na zajęcia, zgłaszać się jak się wie co powiedzieć i tyle. Pod koniec często grupy dają kwiatki Pani prowadzącej. Po poniekąd trochę wpływa na oceny ;).

WF – trzeba chodzić , jak nie byłeś trzeba odrobić, ja chodziłem na karate do dziekanatu. Przyjemne zajęcia karate tam jest raczej mało, ale można się poruszać pograć trochę w kosza ogólnie przyjemnie. Jak wcześniej pisałem jest jeszcze koszykówka, siatkówka i basen.

Histologia – przedmiot, który czasami spędza sen z powiek. To jedno wielkie kucie słowo po słowie. Trzeba recytować dość dobrze wszystko (czasami trochę mniej wymagają ale to zależy od asystenta). Mamy własny skrypt uczelniany. Jest on dostępny w kserze na każde zajęcia jest ok. 25-40 stron do wykucia (co 2 tygodnie) w wolnych tygodniach rysuje się różne tkanki oglądane przez okular mikroskopu.
Może się przydać (ale tylko bardzo ambitnym) histologia Stevensa, i atlas Sobboty

Biofizyka – osobiście to dla mnie najgorszy przedmiot do tej pory. Na każde zajęcia trzeba się dużo uczyć (treść, wzory, rysunki) dużo na blachę, niektóre rzeczy nawet bez zrozumienia się uczy niestety. Do tego wykonywane są co tydzień eksperymenty a z nich trzeba zrobić sprawozdanie ;(. Katedra znajduje się w cieniu dr Hab. M. Krążą tu różne legendy. Czasami jest ciężko ale w końcu ludzie zdają. Obowiązują 2 podręczniki Pilawski i Jaroszyk.


Co trzeba mieć przed rozpoczęciem studiów:
1.    Dużo dobrych chęci
2.    Samozaparcie
3.    Biały fartuch
4.    Zeszyt z białymi kartkami + kredki (na biologię)
5.    Książki (najlepiej z biblioteki)
6.    Materiały z poprzednich lat (można odkupić od starszych roczników)
7.    Adres naszego forum Forummed = skarbnica wiedzy. :P
8.    AMWro = dużo ciekawych ebooków
9.    Pudełko rękawiczek lateksowych

 

Mam nadzieję, że to się komuś przyda ;)

 

 

 







Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata.
Ot, żyje, musi jakoś się z tym faktem uporać,
im będzie to kosztowało mniej wysiłku - tym lepiej.

A przecież poznawanie świata zakłada wysiłek,
i to wielki, pochłaniający człowieka.
Większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności przeciwne,
zdolność, aby patrząc - nie widzieć, aby słuchając - nie słyszeć.

Ryszard Kapuściński

Trackback: http://bloog.pl/id,328805246,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz

---

sobota, 29 stycznia 2011 10:59

 

Styczeń minął bardzo szybko. Na początku sylwester , dużo ludzi kupa śmiechu, góry za oknem. Bardzo fajnie. Potem zaczął się czas nauki, w tym semestrze miałem czas na wszystko, można było sobie pograć, pochodzić na imprezy. Styczeń to były 3 tygodnie wyjęte z życiorysu :/. Patofizjo, matomorfo, patofizjo. Normalnie można się zajechać. Zajęcia niestety z patofizjo nie były porywające, przypomniało mi się jak to jest siedzieć w ławce i słuchać nauczyciela :D. 4,5 godziny, 1 przerwa ale dało radę.

 

Z patomorfo na szczęście było dużo ciekawiej, trafiły się nam 2 sekcje, u mnie niestety zawsze był problem z np. pobraniem krwi, często się robiło słabo itp. Walczę z tym już 2 rok i batalia prawie wygrana, cały miesiąc codziennie chodziłem do lab. na pobieranie krwi w ośrodku zdr. Normalnie jak wampir, jak ktoś myśli o medycynie to można bardzo się przełamać jeśli ma się silną motywację ;). A na sekcji nr.1 jednak musiałem na chwilę wyjść. To na początku jednak robi duże wrażenie. Byłem zły, wkurzony na siebie, na szczęście trafiła się sekcja nr.2, gdzie nie było już żadnych problemów. Ciekawe przeżycie. A tak w ogóle to trzeba mieć duży szacunek dla patomorfologów, tak ich mało, wykonują dziwną, mało wdzięczną pracę, mają minimalny kontakt z pacjentem, a jednak od ich pracy przeważnie zależy praca chirurga, onkologa, i wielu innych. Ludzie nie chcą się specjalizować w taką gałąź medycyny...

 

Ostatnio dopadła mnie grypa taka typowa ( na szczęście miałem ją tylko 2 dni taką ostrą), ale poszedłem do lekarza, bo się czułem nie najlepiej. Pani doktor mnie zrąbała niesamowicie, że jej czas zabieram :D. W sumie to nie dziwota jak jej przyjdzie 20 osób z grypą i w sumie nie ma dla nich leczenia, poza zbijaniem gorączki i leżeniem w łóżku :).

 

Teraz mam na głowie tylko sesje :D, 7 luty = pierwszy i ostatni egzamin. Trzeba się przyłożyć, i zacząć szykować narty :).

 

Tak w ogóle pisałem, że jest teraz sporo czasu, no więc od pewnego czasu kleję sobie modelik :P jak ktoś ma ochotę zobaczyć co mi wychodzi to zapraszam:

 

http://www.kartonwork.pl/forum/viewtopic.php?t=15173

 

Czasami sobie przeglądam to forum, naprawdę można zdębieć jakie niektórzy ludzie rzeczy z papieru robią...

 

Tyle na dziś CZeść ;)

 

 

 

 

 

 

„ Wszystko co mam, wszystko co chce
I to co wiem, a czego nie
W tym wszystkim ja
Na nowo odnajduje się ”

 

Myslovitz

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,328616335,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Końcówka roku

czwartek, 23 grudnia 2010 23:20

 

 

I doczekałem się przerwy świątecznej, do domu przyjechałem wypruty po tygodniu z patomorfologią, immunologią i przeziębieniem w tle, już prawie tydzień siedzę w domu, ale jeszcze chyba się nie zregenerowałem. Były bardzo fajne plany na wyjazd w góry, ale szczekałem i smarkałem jak nie wiem co, nie było niestety opcji żeby się wybrać z Beskidy :/ A szkoda bo widziałem zdjęcia i były bardzo fajne :).

 

Na patomorfo mieliśmy tydzień pod tytułem zaburzenia w krążeniu i zmiany wsteczne. Przedmiot jest prawie idealnie ciekawy, jedyny mankament to nauka łaciny która aż tak szybko do głowy nie wchodzi niestety w moim przypadku. I tu mała wstawka prowadzącego asystenta: ”taki paradoks z sraczką, niby rzadko a często” :P, były jeszcze inne hasła, ale nie będę ich przytaczał może :).  W każdym razie nasz grupa powalczyła z kolosem i byliśmy już wolni aż do nowego roku. A że mieliśmy w planach grupową wigilię to zebraliśmy się u kolegi i takową sobie urządziliśmy.

 

W tym tygodniu nakręciłem się na kupno gry Osadnicy z Catanu, a jak się na coś nakręcę to jest niedobrze :D. W każdym razie dziś została wypróbowana z kuzynostwem po ubieraniu choinki u babci. I muszę Wam powiedzieć, że teksty w stylu „dam 3 owce za kamień” są bezcenne :P

 

Sylwester się szykuje dość ostro, jedziemy w 2 grupy z medycyny + inny zlepek ludzi łącznie około 40 osób na kilka dni. I szczerze nie chcę wiedzieć co zostanie z tego domku po sylwestrze :) W każdym razie trzeba naładować baterie.

 

No i z tego miejsca chciałbym życzyć Wszystkim którzy czytają te moje wypociny wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń i samych dobrych chwil nie tylko w te święta i na sylwestra ale w całym roku ;)

 

 

 

 

 

 

 

Szczęście to przelotny gość,

przebłysk słonecznej pogody.

I dużo wie, kto pojął,

że szczęście to garść pełna wody.

 

„Na dłoni” A. M. Jopek

 

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,328385318,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zimno wszędzie, biało wszędzie ... :D

sobota, 27 listopada 2010 17:59

 

Tak i w końcu mamy trochę zimy, byłem z psem dziś w lesie na spacerze, ta dzika bestia jak zwykle szarpała się straszliwie, może nawet bardziej niż zwykle bo czuł zapach saren w okolicy, dziś z okna widziałem jak się pasły 30 m przed moim domem, a wracając do spaceru to się ślicznie w lesie zrobiło, wszędzie biało, śnieg lekko pruszył, chciałoby się częściej chodzić :) . Będzie można trochę poszaleć w górach jeśli tylko się nie stopi od razu ten śnieżny dywan. Lodowisko w Gliwicach już pierwszy raz odwiedzone. Nie ma to jak trochę poszaleć na lodzie. Trochę się człowiek nudził przez ten listopad, miałem 2 tygodnie bez bloków, i po prostu nie było co z czasem robić,  ze znajomymi pograliśmy trochę przez LAN, zawsze lepiej się zrobi człowiekowi na sercu kiedy ustrzeli parę razy predatora lub rozszarpie kolegę Obcym :D.

 

 W tym tygodniu skończyliśmy blok z higieny, straszne nudzenie, i do tego na każde zajęcia trzeba było robić prezentacje. Jakieś pierdy z demografii, zanieczyszczeń, czynników szkodliwych, była nawet prezentacja o tym jak powinna być organizowana szkoła :D. W ostatni dzień tych pasjonujących zajęć mieliśmy kolosa, i co ? oczywiście musiałem iść spać o 1 wstałem o 5.30 i wyglądałem, no może lepiej nie będę pisał jak wyglądałem :). Jako, że nie byłem sam jeśli chodzi o ilość snu w tym tygodniu, to na zajęciach spały chyba 3 osoby. Teraz znowu nas czeka wolny tydzień :/. A potem to się zacznie armagedon, cały grudzień i styczeń to będzie patomorfo i patofizjo, a po skończeniu egzamin z immunów. Ale będzie dobrze :). 

 

 



 

 

 


Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki.

 

 Paul Zulehner

 


Tagi: zima
Trackback: http://bloog.pl/id,328194137,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Autumn

piątek, 29 października 2010 22:15


I mija pierwszy miesiąc trzeciego roku. Powoli, bez stresów, siedzę w domu, rodzina szykuje się do obchodzenia święta zmarłych, ja zapewne nie będę miał tej szansy. Nasza uczelnia postanowiła, że we wtorek od 8 rano mamy zajęcia (blok z diagnostyki), i jak tu wrócić na czas? Skończy się zapewne na powrocie w niedzielę, lub odwiezieniu przez tatę, który za bardzo nie ma ochoty jeździć 50 km w 1 listopada, sam mu się nie dziwię...

 

Liście powoli spadają z drzew, nasz kampus na Rokicie zmienił się w kolorowy jesienny las, lubię taką słoneczną jesień. Można iść na spacer i wygląda to na bajkową krainę. Szkoda, że teraz mieszkam w centrum. Ale tak ogólnie październik był bardzo fajny. Zajęcia teraz są głównie zblokowane, miałem już pediatrię i zdrowie publiczne. Mieliśmy w końcu jakikolwiek kontakt z chorym. Mogliśmy założyć kitle i stetoskopy (+5 do lansu :D  ), i poszliśmy na odział pediatryczny. Codziennie czekała nas poranna prelekcja a potem szliśmy do naszego prowadzącego. Dostaliśmy naprawdę fajnego doktora, który praktycznie poświecił nam cały czas. Tłumaczył jak zbierać wywiad, co ważnego trzeba się dowiedzieć  a potem sami rozmawialiśmy z rodzicami. Mieliśmy możliwość w końcu kogoś przebadać, osłuchać, opukać. Ogólnie na pediatrii czas szybko leciał, wszystko było nowe, inne od zajęć czysto akademickich. Ale pediatrą na pewno nie będę, jakoś mi się tam nie do końca podoba. Drugi blok mieliśmy ze zdrowia publicznego, omówiliśmy problem zdrowia w społeczeństwie, profilaktykę, kryzysy w służbie zdrowia, NFZ i jego bezsensy, i inne rzeczy, które można podciągnąć pod zdr. pub. Ogólnie dość nudno, gdyby nie całkiem konkretni wykładowcy to byłoby strasznie. A poza tym co tydzień immunologia, masa receptorów, rodzajów odporności i różnych związków, ogólnie do przepchnięcia.

 

Ale na szczęście nie jest tylko nauka :D. Basen forever. Teraz mam dość blisko i można zawsze podskoczyć na basen - czytaj zabytkowy budynek, w którym się pływa. No ale darowanemu koniowi... Było kilka imprez, Point, akademik, urodziny K. Ogólnie bardzo fajny miesiąc ciekawe co przyniesie listopad.







„I nigdy nie wiesz, przed czym uchroniła Cię trudniejsza droga."

 

Agnieszka Bieńkowska
Trackback: http://bloog.pl/id,6543205,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wszystko co dobre kiedyś się kończy...

środa, 22 września 2010 0:21

To, że nasza uczelnia wystawiała już plan zajęć dobitnie przypomina mi o nadchodzącym nowym semestrze. Dziwne ale już mam dość wylegiwania się w domu (o ile pańszczyzna na rzecz rodzicieli to leniuchowanie :D ).  Jestem pełen energii, i chętnie zmierzę się z nowymi przedmiotami. Trzeci rok, jak to szybko zleciało. Od teraz zaczynamy zajęcia zblokowane, gnębić nas będzie pediatria, patomorfologia, patofizjologia, diagnostyka lab., immunologia i higiena. Całkiem sporo, przynajmniej tak się może wydawać, choć z opinii wielu doświadczonych przez los studentów to będzie najbardziej luzacki semestr na tych studiach. Pożyjemy, zobaczymy.

 

Ostatnio byłem u mojej mamy w szpitalu na dwa dni na taki mini staż, pracuje na urologii na izbie przyjęć, i tu jak zwykle szacun dla wszystkich Pań pielęgniarek. Jako, że coś zawsze się tam dzieje, mogłem podpatrzeć co nieco z pracy lekarzy. W pierwszy dzień na dzień dobry mieliśmy pacjenta, który przechodząc przez płot rozwalił sobie od góry do dołu całą mosznę :/, pierwszy raz widziałem jądro na żywo, ale widok pacjenta przychodzącego z czymś  takim po 3 DNIACH, nie jest zbyt zachwycający, potem widziałem pierwszy raz w życiu jak wygląda kolka nerkowa, miała ją panna młoda dzień po swoim weselu, ironia losu. Naprawdę nikomu nie życzę żeby miał takie bóle, ale po podaniu leku przeciwbólowego wszystko znikło jak zaczarowane. Dziewczyna śmiała się jak lekarz pokazywał na USG kącik jej serca. Farmakologia to jednak dobra sprawa. W drugim dniu mini stażu :) miałem okazję trochę poćwiczyć manualnie. Pierwszy raz w życiu zakładałem cewnik, badałem per rectum powiększoną prostatę, był też pacjent z stomią (taka dziura) z brzucha do pęcherza moczowego, u niego też zmieniłem cewnik. Widziałem przetoki idące prosto do nerki, pacjenta z pęcherzem zrobionym z kawałka jelita... I tak sobie myślę, że gdyby nie te wszystkie urządzenia i techniki to dużo ludzi by po prostu umierało w okropnych męczarniach. Z resztą tak było jeszcze 150 czy 200 lat temu. Nie było znieczulenia, ochrony przed zakażeniem i lekarz nic nie mógł poradzić. Z resztą na świecie dalej są miejsca w których lekarze nie są w stanie pomóc chorym :(. Trochę smutne.

 

W każdym razie trzeba wykorzystać te 2 ostatnie tygodnie :)

 

 

 

 

 

 

 

Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, co się trafi.

Forrest Gump

 

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,6417735,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Beskid Żywiecki

czwartek, 09 września 2010 23:09

Pod koniec sierpnia wybrałem się z moją dziewczyną na parę dni w góry . Może się to okazać dla wielu osób dziwne ale tam podoba mi się bardziej niż w ślicznej stolicy Francji. Góry mają swój klimat, spokój i ciszę. Można się wyłączyć od tego całego zgiełku i cywilizacji. Do tego masz na plecach ciężki plecak, i niesiesz wszystko co jest Ci potrzebne, więc nie jesteś od nikogo zależny. Jak mieliśmy ochotę na herbatę, to po prostu wstawiałem wodę na palnik i po chwili można było sobie popijać ciepłe napoje :).  Fajna sprawa.


Na początek wyprawy wybrałem Zwardoń, malutką mieścinę, tuż przy granicy ze Słowacją. W tym miejscu skończyliśmy wędrować w tamtym roku, więc była to tak jakby kontynuacja wyprawy. Po przyjeździe pociągiem, trzeba było zjeść mały obiad i można było ruszać w trasę. Dzień był przyjemny nie było żaru ani strasznego chłodu, trochę chmurek. Ruszyliśmy w kierunku Wielkiej Raczy, wędrując czerwonym szlakiem. Widoki były śliczne, ale pod koniec dnia byliśmy już dość zmęczeni. Gdy doszliśmy do schroniska przed 18 było już do dość chłodno, weszliśmy na chwilę rozgrzaliśmy się i zaczęliśmy myśleć nad noclegiem. Koło schroniska nie można było się rozbijać niestety. Więc przeszliśmy kawałek dalej, i na odgałęzieniu znaleźliśmy fajną polankę, na której chyba dość często rozbijano namioty. Z tego co się później dowiedziałem to była jedna z najzimniejszych nocy tego lata. A my jeszcze byliśmy dość wysoko, ponad 1000 m :D. Może nie była to najprzyjemniejsza noc, ale daliśmy radę. Podobno coś chodziło koło namiotu w nocy, z tego co mi mówiła K., ale chyba byłem za bardzo zaspany, bo nic nie pamiętam :D. Rano, kiedy pierwsze promienie słońca wychylały się za horyzontu zaczęliśmy się zbierać. Śniadanko i gorąca herbata z widokiem na Beskidy, wśród borowin i lasu... Super. Po wysuszeniu namiotu z rosy, ruszyliśmy do następnego celu wędrówki = Wielkiej Rycerzowej, i schroniska niedaleko szczytu. Dzień był wspaniały, słońce, ale już nie przypiekające, trochę wiatru. Lasy, hale, polany . Kiedy doszliśmy do celu, szczyt był porośnięty lasem, więc panorama zasadniczo nie istniała :(, ale za to parę metrów niżej schodząc do Bacówki roztoczyła się przed nami piękna hala, trzeba to samemu zobaczyć :). Schronisko było bardzo klimatyczne, zjedliśmy obiad (polecam racuchy z jagodami :D ) i rozbiliśmy namiot. I tej nocy nie można było spokojne pospać, zaczął padać deszcz i strasznie wiało. Kiedy wstaliśmy rano to był normalnie armagedon :D. Chmury, wiatr i padający z nieba kapuśniak :/. Na szczęście trochę się przepogodziło i po 10 wyruszyliśmy w trasę w kierunku góry Muńcoł. Stwierdziliśmy, że będzie trzeba skrócić pobyt to tych krótkich trzech dni, pogoda była  na następne dni nie najlepsza. Mieliśmy dotrzeć do Rajczy i wskoczyć do pociągu, przez co trochę się spieszyliśmy, tu muszę pochwalić moją dzielną dziewczynę, że dała radę i doszła do celu. Na peronie zrobiliśmy sobie jeszcze po zupce. Podróż miała być nudnymi 3 godzinami w pociągu. Ale niestety PKP to PKP i bez problemu by się nie obeszło, musieliśmy autobusem przejechać uszkodzony odcinek trakcji, 30 minut w deszczu, masakra :/. Na szczęście wróciliśmy do domu, zmęczeni ale cali :D

 

Polecam każdemu takie wypady super sprawa ;)

Dziś pierwsza seria zdjęć.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Samo wdzieranie się na szczyt wystarczy, by wypełnić serce człowieka.

 

Albert Camus

 

 

 

 

 

 

Trackback: http://bloog.pl/id,6382745,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

 123  »

czwartek, 23 lutego 2012

O moim bloogu

Na tym blogu chciałbym dzielić się przeżyciami związanymi z studiami medycznymi w mieście jakim jest śląskie Zabrze.

Wizytówka


me, myself and i

O mnie


Cześć studiuję na czwartym roku, wydziału lekarskiego w Zabrzu. Jestem zakochany w nocnym niebie i polskich górach, uwielbiam sport, zwłaszcza koszykówkę i siatkówkę, bieganie, rolki i łyżwy, karate, coraz bardziej wkręcam się w żonglerkę a ostatnio i ścianka wspinaczkowa nie jest mi obca. Lubię bawić się aparatem fotograficznym. Od niedawna próbuję sił w modelarstwie tekturowym i wszelakiej maści gier planszowych.

Wszystkie zdjęcia na tym blogu są mojego autorstwa ;)

Jeśli kogoś zainteresuje moja osoba to my e-mail :sadek3@o2.pl

Statystyki

Odwiedziny: 28620
Wpisy
  • liczba: 42
Bloog istnieje od: 1309 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to